Ubuntu 9.10 – wrażenia

Nowa wersja Ubuntu jest już dostępna od pewnego czasu, dlatego stwierdziłem, że pora na taki artykuł, gdyż każdy już plusy i minusy Koali znalazł.

Ubuntu 9.10 zainstalowałem bardziej z przymusu niż z ciekawości i chęci poznania. Stare jądro z wersji 9.04 nie radziło sobie z obsługą mojej karty siecowej, dlatego „zmuszony” byłem do aktualizacji systemu (nie chciałem wypalać płytki i nie byłem w stanie zamówić oryginalnej płytki (o czym za chwilę). Aktualizacja przebiegła całkiem sprawnie, w sumie nawet nie zdążyłem się zorientować kiedy właściwie nastąpiła. Ale zanim o moich wrażeniach, napiszę o czym, co już od początku „zniechęciło” mnie do nowej wersji.

Co takiego? ShipIt. Od blisko pięciu lat zamawiałem płytki przez ten serwis. Zawsze instalowałem system prosto z oryginalnej płytki – nigdy nie aktualizowałem, bądź pobierałem obrazu płyty z Internetu. Jednak teraz dostałem informację o tym, że na Ubuntu jest ogromny popyt i płytki wysyłane będą jedynie nowym użytkownikom, którzy chcą poznać system. Czyżby przerwanie trawjącej 5 lat tradycji? NIE. Z pomocą przyszła mi moja dziewczyna, która założyła konto jakiś czas temu i było to jej drugie zamówienie. Płytki dotarły dosyć szybko, około 10 listopada. Tyle na ten temat.

Tak czy siak tradycja została przerwana, gdyż zaktualizowałem system do nowszej wersji. Co po aktualizacji zobaczyłem? Zupełnie nowy SplashScreen oraz GDM

SplashScreen – nigdy nie używałem tej opcji (preferuję tryb graficzny), jednak muszę przyznać, że wygląda on bardzo ładnie i pasuje do ogólnego motywu systemu (czego nie mogę powiedzieć o poprzednich wydaniach). Mimo to i tak go usunąłem – co wbrew pozorom nie było takie łatwe. Dlaczego? A to dlatego, że stary dobry plik /boot/grub/menu.lst nie istnieje! Jakie było moje zdziwienie, gdy wpisując w terminalu

sudo gedit /boot/grub/menu.lst

ujrzałem pustą stronę. Nic! Kompletnie nic! Wtedy zacząłem szukać rozwiązania tego problemu i znalazłem – napiszę o tym w jednym z następnych artykułów.

GDM – nowe rozwiązanie z GDM jest jak dla mnie zupełnie nietrafione. Użytkownik nie ma możliwości (albo póki co tego nie znalazłem) wgrania własnego motywu (tak jak było to w poprzednich wersjach). Teraz co najwyżej może zmienić tapetę, motyw okna, kursor i ikonki GDM. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że możliwość konfiguracji jest większa, ale jest to po prostu schemat, który ciężko upiększyć. Zagłębiłem się troszkę w tematykę nowego GDM i okazało się, że zmiana jego wyglądu nie jest łatwa dla zwykłego użytkownika, gdyż nie można zrobić tego w sposób „klikalny”. Edycja opiera się na wklepaniu do terminala długiej komendy, a następnie ręcznej konfiguracji. Napiszę o tym w jednym z następnych artykułów.

Zalogowałem się do systemu. Na pulpicie nie zmieniło się praktycznie nic (po aktualizacji), poza ikoną wózka inwalidzkiego w trayu. Szybko uporałem się z tym fantem – opis znajduje się w jednym z poprzednich artykułów klik

I tak korzystałbym dalej z tak zaktualizowanego systemu, gdyby nie pojawiła się chęć zainstalowania Windows 7 z MSDNAA. Niestety nie chciał on zainstalować się na partycji logicznej, dlatego usunąłem partycję /, w jej miejscu powstała nowa, NTFS dla Win7.

Tym razem Ubuntu instalowałem już z płytki, którą dostałem od dziewczyny. Trzy słowa na temat płytki: zarówno okładka jak i obraz wytłoczony na niej, nie przypadł mi do gustu. Bardziej podobały mi się rozwiązania zastosowane we wcześniejszych wersjach tj. ludzie trzymający się za ręce.

Instalator na szczęście nie uległ zmianie. Jest tak samo prosty i intuicyjny, jak w poprzednich wersjach. Instalacja przebiegła sprawnie i bez żadnych niespodzianek. Ponowne uruchomienie komputera, znowu widok SplashScreena i tego nieszczęsnego GDM.

Pulpit – tapeta niczego sobie. Prawy klik na pulpicie > Tło pulpitu, a tam co? Ponad 20 tapet do wyboru – miłe zaskoczenie. Oczywiście szybciutko ustawiłem ulubione ikonki, motyw oraz kursor.

Sterowniki – ku mojemu zdziwieniu sterowniki do karty graficznej komputera mojej dziewczyny (bo ona również zażyczyła sobie instalacji systemu) działały bez żadnej dodatkowej konfiguracji. Compiz działał u niej poprawnie pierwszy raz od ponad roku. U mnie również nie było problemów ze sterownikami – w tym ze sterownikami do karty sieciowej – tuż po zalogowaniu Network Manager wykrył blisko 8 sieci w otoczeniu mojego mieszkania.

Programy – z tego co zauważyłem pojawił się Emphaty a zniknął Pidgdin. Czy to dobra decyzja? Nie wiem, nigdy nie używałem Pidgina, a Emphaty od razu usunąłem.

Stabilność – bez zarzutu. Może dlatego, że mój laptop, na którym zainstalowany jest Ubuntu w wersji 9.10, jest dużo mocniejszy od stacjonarego komputera, na którym cały czas gości 9.04. Póki co nie było żadnych zawieszek, nieplanowanych restartów i błędów podczas ładowania. Oby tak dalej.

Podsumowanie – system kolejny raz mnie zaskoczył. Tym razem na minus! Z każdą kolejną wersją staje się coraz mniej „konfigurowalny”, a coraz bardziej uproszczony, ale w negatym tego słowa znaczeniu. Negatywnym dla osób, które pracują na systemie od kilku lat i widzą dużą różnicę pomiędzy wczesnymi a obecnymi wersjami. Nie będę tutaj wywodził się na temat tego, czy to słuszna droga czy nie, bo chyba po przeczytaniu tego co jest powyżej nikt nie ma wątpliwości co do mojego zdania.

Jeżeli powyższy artykuł nie rozwiązał lub rozwiązał częściowo Twój problem, dodaj swój komentarz opisujący, w którym miejscu napotkałeś trudności.
Mile widziane komentarze z uwagami lub informacjami o rozwiązaniu problemu.
  • x

    To ja też ponarzekam: ja pozostaje przy 9.04 bo nie podoba mi się np w nowym 9.10 że zastąpiono dodaj/usuń programy, moim zdaniem było bardziej przejrzyste. Motyw systemowy został wybielony, reszta to można powiedzieć aktualizacje – nowe jądro i grub 2. Nie opłaca mi sie przesiadać ponieważ jądro które mam obsługuje w pełni mój sprzęt, a często jest tak że sterowniki w nowych jądrach zostają usunięte i zastąpione innymi (by go nie obciążać) i nigdy nic nie wiadomo jak ze sprzętem. Co do wyglądu… jak tak dalej pójdzie z wyglądem ubuntu to przesiądę sie na kubuntu – wygląd tam częściej ewoluuje jednak ta cukierkowatość i inność jakoś mnie odrzuca, ale będę musiał się przyzwyczaić. co do komunikatora to itak nie używałem standardu umieszczanego w ubuntu, teraz mam tlena bo wydaje się najkompletniej obsługiwać protokół gg… ograniczenie możliwości zmian wyglądu to kompletna porażka o którym pisałeś

  • x

    wniosek tylko jeden – rzadziej wydawać ubuntu ale gruntownie do tego podchodzić

  • kollek

    troche dziwne bo u mnie po updajcie do 9.10 /boot/grub/menu.lst jest na swoim miejscu.

  • Ania

    Jeśli zrobisz update, to plik zostaje, jeśli zainstalujesz system na czysto, plik znika :)

  • kollek

    To bardzo dziwne bo autor tez zrobil update nie stawial od nowa :)

  • szymi

    mi po aktualizacji tak sie zaczal sypac (zreszta nie tylko mi, wiekszosci) ze musialem i tak wgrac od nowa

  • http://www.ubuntu-pomoc.org Szmitas

    kollek, faktycznie, trochę nielogicznie to napisałem ;)

  • Ryan

    A ja jestem zadowolony z nowego ubuntu. Jedynie nowo wprowadzone centrum oprogramowania wymaga kilku zmian, które mam nadzieję pojawią się w kolejnych wersjach systemu.

  • http://www.qkiz.pl QkiZ

    Dobry artykuł, ale nieco krótki. Moja recencja na http://www.qkiz.pl/ubuntu/26-recenzje/34-moja-subiektywna-ocena-ubuntu-910.html

  • Paweł

    Jeśli autor artykułu instalował z przymusu to po co wogule instalował i takie bzdury wypisuje jak mu dobrze na Windowsie niech siedzi tam i takich głupot nie pisze bo jądro jest stale rozwijane niedługo pojawi się w nowym wydaniu z Gnome 3.0, kompletnie się roześmiałem jak takie matoły zabierają się za system którego wogule nie znają a krytykują BEZ SENSU ARTYKUŁ aż czytać się go nie chce pozdrawiam .

  • http://www.ubuntu-pomoc.org Szmitas

    Przepraszam bardzo, jakie głupoty? Proszę podać konkrety.

    Rada na przyszłość – ortografia + interpunkcja – tragicznie się to czyta.